“Poszukiwacze zaginionego króla”
Czuję się, nazwijmy to delikatnie, dość mocno przywiązany do mojego rodzinnego miasta… Dlatego też, muszę wspomnieć o ciekawej akcji poszukiwania zaginionego przedwojennego Koszalińskiego pomnika Fryderyka Wilhelma…
Więcej o tej akcji na stronie Głosu Koszalińskiego.
Szkoda, że pracuje w te dni, chętnie wybrałbym się z aparatem…
Całość artykułu także tutaj.
25 sierpnia 2007 - 12:00
Poszukiwacze zaginionego króla
Rusza akcja odnalezienia pomnika Fryderyka Wilhelma, króla pruskiego, który przez ponad 200 lat stał na rynku w Koszalinie.
Tak wyglądał zaginiony pomnik Fryderyka Wilhelma.
Pomnik Fryderyka Wilhelma przez ponad 200 lat był znakiem rozpoznawczym Koszalina. Stał w centralnym punkcie Rynku Staromiejskiego. Postawili go mieszczanie w 1724 roku wdzięczni za to, że monarcha, po straszliwym pożarze w 1718 roku, zdecydował się odbudować miasto i z własnej kieszeni wyłożył część pieniądzy. Pomnik miał kilka metrów wysokości i był wykuty z piaskowca. Monarcha przedstawiony został w stroju rzymskiego cezara, a liczne umieszczone na pomniku łacińskie napisy głosiły jego chwałę. Głowę przykrywała mu współczesna jego czasom peruka. Króla strzegły cztery mniejsze posągi żołnierzy, a tuż obok przez długi czas działały dwie fontanny.Obelisk zaginiony pod koniec wojny najprawdopodobniej został zakopany na zboczu Góry Chełmskiej.
Słynnego pomnika pruskiego władcy szukać będą pracownicy Muzeum w Koszalinie - które objęło pieczę nad całą akcją - oraz członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina (inicjatorzy rozwiązania tej fascynującej zagadki).
Poszukiwania rozpoczną się w najbliższą środę i potrwają dwa dni. Wstępnie wytypowano dwa miejsca - są to niewielkie wzniesienia leżącą po obu stronach ulicy Słupskiej, tuż za miejscem, gdzie kończy się ulica Piłsudskiego.
- Planujemy wstępnie przekopać teren na ile to będzie możliwie i cały ten obszar przekłuć długimi, specjalnymi szpilami - mówi Maciej Sprutta, prezes SPK.
- Pomagać nam będą więźniowie z koszalińskiego Zakładu Karnego, którego władze okazały się na tyle życzliwe, że zgodziły się nam pomóc. Bardzo im za to dziękujemy - dodaje Sprutta.
reklamaUwaga: Mogą być pułapki!
Przed rozpoczęciem poszukiwań oba miejsca zostaną dokładnie sprawdzone przez specjalne urządzenie, dzięki któremu można wykryć pod ziemią metalowe części. - Niestety, istnieje ryzyko, że pomnik mógł zostać zaminowany - twierdzi Jerzy Kalicki, dyrektor koszalińskiego Muzeum.
- Pamiętajmy, że zbliżał się front i lada dzień do Koszalina mieli wkroczyć Rosjanie, którzy pomnik mogli odnaleźć. Dlatego nie jest wykluczone, że przymocowano do niego na przykład wiązankę granatów. Choć to mało prawdopodobne to jednak lepiej chuchać na zimne - podkreśla dyrektor. Zdaniem Kalickigo gdyby się udało pomnik odnaleźć to byłaby to sensacja na skalę europejską. - To świetna akcja i liczymy, że szczęście nam dopisze i zakończy się ona sukcesem. A nie przekonamy się o tym jeżeli nie spróbujemy - dodaje dyrektor. Planuje też, że jeżeli pomnik się odnajdzie to stanie on na dziedzińcu Muzeum. - To byłoby idealne dla niego miejsce - zapewnia Kalicki.
Dawni koszalinianie: - Król tam jest.
Członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina z zamiarem rozpoczęcia poszukiwań nosili się już od dawna (”szukamy go, bo to wspaniała przygoda” - mówią). Wcześniej jednak trzeba było uzyskać pozwolenie od konserwatora zabytków i ustalić zasady współpracy z Muzeum. Z kolei oba miejsca zostały wytypowane na podstawie rozmów z byłymi, niemieckimi mieszkańcami przedwojennego Koszalina (SPK spotyka się z nimi każdego roku). Według ich relacji pomnik został zdjęty z cokołu pod koniec lutego 1945 roku, na kilka dni przed wkroczeniem do miasta Armii Sowieckiej. Potem przewieziono do magazynu przy obecnej ulicy Morskiej. Stąd po pewnym czasie trafił do lasu, gdzie został zakopany.- Faktycznie, oba te wzniesienia wyglądają tak, jakby uczyniono je ludzką ręką i coś przykrywały - ocenia Maciej Sprutta. Jego wiarę, że pomnik zostanie odnaleziony, wzmacnia fakt, że ukrycie czegoś dużego w jednym z tych dwóch miejsc potwierdzili niekonwencjonalni badacze. Przez jakiś badali je znani radiesteci z Torunia. Ci uznali, że zarówno pod jednym jak i pod drugim wzniesieniem “coś” jest. - Jestem prawie pewny, że król tam jest. Oczywiście istnieje też inna, oficjalna opowieść, że pomnik został wysadzony w powietrze przez Rosjan. Ale ja w to nie wierzę. Nasi niemieccy przyjaciele widzieli na własne oczy, że został on wywieziony. Od środy zaczniemy sprawdzać, czy ukryto go tam, gdzie oni mówią - twierdzi Sprutta.
Do akcji przyłącza się też “Głos Koszaliński”. Naszych czytelników będziemy na bieżąco informować o przebiegu poszukiwań.Piotr Polechoński




